Zaszufladkowany do: Aperitif
Wymęczeni wczorajszymi Alpami…. i butelką rakiji wyciągniętą z szafy- dziś poszliśmy na basen… Basen to mało powiedziane… sama nazwa Therme Erding nawet w pełni nie oddaje kompleksu wodno-terapeutycznego. Zestaw bodajże 10 basenów, 16 zjeżdżalni, kilkunastu basenów z konkretnymi terapiami np. solanka, woda siarkowa, itd…..Spędziliśmy tam jakieś 6h a i to okazało sie za krótkie by skorzystać ze wszystkich atrakcji. Powiem tylko, że podróżowanie przez rurę z prędkością 72 km/h daje ciekawe doznania:) Więcej informacji można znaleźć pod adresem http://www.therme-erding.de/
Jutro z rana ruszamy na główną część wyprawy wpierw Ulm… z najwyższą katedrą na czele…
Nie będę miał dostępu do internetu.. więc blog uzupełnię po powrocie…. do Monachium.
Zaszufladkowany do: Aperitif
Patrząc na poranne niebo wybraliśmy się w Alpy. Wpierw szybkie śniadanko. Później szybko do samochodu i po ok 35 minutach znaleźliśmy sie w GaPa (Garmisch-Partenkirchen). Mały korek na wjeździe do miasteczka nie pozbawił nas dobrego humoru. Po zaparkowaniu samochodu na parkingu w Grainau (automat do płacenia okazał sie popsuty- O jak cudnie że takie rzeczy sie psują) ruszamy w górę.

Droga na szlak….

Strumyczek do którego źródeł sie udajemy…

Wejście na Höllenklamm ..jakieś 200-250 metrów powyżej punktu startowego (tutaj jesteśmy już w połowie drogi)

Klamm…

Klamm…

Klamm….

Ja na mostku i widoki za wąwozem…

I dalej pod górę ….

źródełko strumyka….ale to nie koniec do…. gospody górskiej jeszcze jakieś 100-150 metrów w górę

Widoczki na przełęcz koło Zugspitze…w oddali..

Höllentalanger-Hütte ..jest! Cel.. teraz tylko obiadek z radlerkiem i powrót
Zaszufladkowany do: Aperitif
Wybraliśmy się do Biergarden …am Flaucher….Wpiew było jasno…później piwo
(Hefeweisse takie jak lubię) …a później… wracaliśmy przez las….nocą

C.W.C.

Isara w pełen okazałości

na kamienistym brzegu Isary

isara isara isara!!!!

Most Thalkirchen……nocą
Zaszufladkowany do: Aperitif
Dziś ze względu na różne “dirá necesitas” zwiedziłem parę zakątków Mnichova…..Samo podróżowanie przez miasto metrem może nie jest jakimś ekspresyjnym przeżyciem, lecz nadziemna cześć miasta jest jak najbardziej w moim guście….. Zwykle tutaj zamieszcza się zdjęcia atrakcji, centrum miast- ja z uwagi na potrzebę działań na peryferiach starałem się poczuć jak mieszkaniec tego miasta i zrobiłem parę fotek zwyczajnych…. bez Frauenkirche czy Neues Rathaus’u.

Zwykła boczna uliczka w dzielnicy Schwabing z wszędobylskimi rowerami.

Trochę ważniejniejsza przecznica…

Koło Pinakotek…….. Ulica sztuki…

Wejście na Messestadt…wschód Monachium

Sendligentor ..miejsce przesiadkowe…dalej jest ścisłe centrum…..

Uliczka na rogatkach historycznego centrum

Karlsplatz…..ostatnia przesiadka….
Zaszufladkowany do: Aperitif
Najbardziej wysunięta na wschód cześć Limes Germanicus to ….. miasto zwane “Casta Regina”….Regensburg…..
Śliczne, choć dziwne….. straszni mi przypominało polski Toruń..Może nie ze względu na architekturę, lecz na klimat….Zobaczcie sami…

Dachy centrum miasta z Katedrą….

Uliczka w centrum miasta

Słynny kamienny most. Kiedyś jedyna przeprawa Dunaju.
Zaszufladkowany do: Aperitif
Wyjechaliśmy o 4.15…. W Polsce lało się z nieba okropnie. wiatr wiał tak, że bałem się jechać przez Prowent w Kórniku. (Mnóstwo drzew – “latające gałęzie”)….
O.7:45 granica….. Po co ona w ogóle jest… Dwójka znudzonych celników beznamiętnie przegląda paszporty bądź dowody osobiste…….. Kompletna strata czasu dla celników i podróżujących…..Jechaliśmy szybko. Raz z powodu dziwnie pustych niemieckich autostrad, dwa z powodu zimna…… na A10 (Ringu Berlina termometr pokazywał 10 st C); dopiero nieopodal Lipska temperatura przekroczyła 12 st C….

Jazda niemiecka autostradą, nuuuuuda…. szkoda tylko, że my nie mamy takich dróg